Rozrywka.Goniec.pl > Gwiazdy > Mama pięcioraczków z Horyńca przeżywa kryzys. Nie może powstrzymać łez
Patryk Idziak
Patryk Idziak 10.07.2024 07:57

Mama pięcioraczków z Horyńca przeżywa kryzys. Nie może powstrzymać łez

Pięcioraczki z Horyńca
fot. TikTok @rodzinaclarke

Dominika Clarke zyskała rozgłos po urodzeniu pięcioraczków, a jeszcze większą uwagę przykuł fakt, że na nowych członków rodziny czekało siedmioro rodzeństwa. Wkrótce po tym przeprowadzili się do Tajlandii, skąd relacjonują swoje życie. Mama pięcioraczków z Horyńca opublikowała niedawno nagranie, na którym zalewa się łzami. Ma już po prostu dość.

Pięcioraczki z Horyńca w centrum uwagi

Vincent i Dominika Clarke znaleźli się na ustach milionów Polaków po tym, jak media obiegła informacja o narodzinach pięcioraczków z Horyńca. Ciąża, która zdarza się niezwykle rzadko, zakończyła się przedwczesnym porodem przez cesarskie cięcie. W sumie rodzina liczyła 14 osób, niestety wkrótce po narodzinach jeden z pięcioraczków zmarł.

Małżeństwo ze swoimi dziećmi mieszkają teraz w Tajlandii, ale poza tym, że doskwierają im problemy finansowe, ciągle mierzą się z osobistą tragedią. 

Norbi zdradzał żony i stracił olbrzymie pieniądze. Fani przez lata nie mieli pojęcia

Dzieci zachorowały, a wkrótce zaczęło brakować pieniędzy

Mama pięcioraczków z Horyńca musiała jeszcze bardziej zadbać o swoje dzieci, u których jakiś czas temu pojawiła się gorączka i objawy sugerujące dengę, silną chorobę tropikalną występującą przeważnie u turystów. W końcu nadeszły też wieści o zakończeniu współpracy rodziny Clarke'ów z TVN i utraceniu ich głównego źródła utrzymania, czyli sprzedaży produktów poprzez platformę Amazon. Rodzina miesięcznie wydaje ponad 40 tysięcy złotych na utrzymanie. Powoli zaczyna brakować im pieniędzy.

Nic nam z nieba nie spada. Na wszystko bardzo ciężko pracowaliśmy i pracujemy – tłumaczyła Dominika Clarke na TikToku.

Mama pięcioraczków z Horyńca bombardowana problemami

Nie dość, że Dominika Clarke musi starać się utrzymać życie rodziny na dobrym poziomie, dbać o zdrowie dzieci, a do tego sporządzać konkretny plan finansowy, by środki nagle się nie skończyły, to jeszcze w komentarzach ludzie nieustannie przypominają jej o utraconym dziecku. W dodatku robią to niestety w bardzo chamski sposób, co doprowadziło mamę pięcioraczków do rzewnego płaczu.

Dla mnie to zawsze będą pięcioraczki, choć dzieci na ziemi jest czworo. Ostatnio ludzie usilnie poprawiają mnie, że to są czworaczki... przepraszam za łzy, to nie w moim stylu, jednak to są wyjątkowo trudne nagrania. Dziękuję za przypomnienie, bo jakoś tak wypadło mi to z głowy, że 15 lutego o godzinie 7 rano biegła do mnie śmierć. Biegła długim korytarzem i wiedziałam, że biegnie do mnie. Ostatkiem sił, bo nie mogłam chodzić po operacji, udałam się na górne piętro szpitala, by po raz ostatni zobaczyć moje dziecko. I kiedy pani sobie zaparzała kawę w lutowy poranek, ja liczyłam ostatnie oddechy mojego dziecka. (…) Kiedy pani nosiła swoje dziecko na rękach, my musieliśmy wziąć na ręce małą trumienkę, która była tak malutka, że panowie, którzy zajmują się pochówkiem, nie wiedzieli, jak ją podnieść. Dlatego mój mąż wziął ją i zaniósł na miejsce pochówku. Tak że dziękuję za przypomnienie, że są to czworaczki.

Podkreśliła, że stara się unikać wspominania o pięcioraczkach, używając raczej sformułowania “czworaczki” lub “wieloraczki”, ale nie zawsze jest to pod jej kontrolą. W takich chwilach wolałaby usłyszeć słowo otuchy i mieć nadzieję, że w końcu pozbiera się po tym, co ich spotkało, ale zamiast tego internauci wolą dać upust swojej potrzebie ciągnięcia innych na dno.